.jpg)
Mam trochę zaległości w postach i choć wiele się dzieje, nie mam wystarczająco czasu, aby o wszystkim pisać :( Tym, co teraz ogromnie mnie zajmuje jest sprawa projektu „Nowy Dom Dziecka – Nowa Nadzieja”. Dzieje się wiele w tym względzie i widzę jak moja wizja się realizuje, gdyż pieniądze napływają stopniowo wąskimi strumieniami, również od osób, których osobiście nie znam. W chwili obecnej mamy już 60% środków! Jestem tym taka podekscytowana, gdyż jest to już prawie pewne, że Święta Bożego Narodzenia nasze sieroty będą świętować w swoim nowym domu.
W ubiegłą niedzielę poszłam do tego nowego budynku, aby zobaczyć jak się prace posuwają i spotkałam tam kilkoro dzieci z domu dziecka, debatujących jak ich nowy dom będzie wyglądać i co będzie w tym pomieszczeniu, gdzie rozmawiali, a stali w pokoju dziennym. Więc zaczęłam ich oprowadzać po tym domu i wyjaśniać, co gdzie będzie. Ich radość była niewypowiedziana. Kiedy wyszłam z budynku to się popłakałam, gdyż wydaje mi się to czymś tak wspaniałym, że moi przyjaciele, rodzina oraz osoby, których osobiście nie znam, są zaangażowani w dziele zapewnienia lepszych życiowych warunków tym dzieciom, lecz nie tylko do tego. Wierzę bowiem, że wraz z tym nowym, pięknym domem przyjdzie i nowa nadzieja co do ich lepszej przyszłości.
Ten nowy dom jest też dla mnie osobiście pewnego rodzaju cudem. Jeśli się bowiem otwierają nasze portfele, aby się dzielić z biednymi, jeśli porzucamy nasz lęk o „wystarczająco pieniędzy na jutro”, jeśli decydujemy się wyjść poza nasz naturalny sposób kalkulacji zysków i strat, czyż to nie jest cud?
Jestem również pod wrażeniem zaufania ludzi do mnie. Przecież niektórzy z Was mnie osobiście nie znają. Jak więc to się dzieje, że decydujecie się zaufać obcej osobie i przekazać swoje pieniądze? Bóg mi jest świadkiem, że każda przekazana przez Was złotówka pójdzie na cel realizacji projektu. Mam jakieś takie przekonanie w sercu, że przyjdzie nawet więcej niż 25 tys. na ten cel. Zastanawiałam się, co zrobię z tą nadwyżką. Mam już pomysł na pewien biznes dla domu dziecka, z którego profit pozwoliłby urozmaicić ich posiłki (jak wiecie jedzą prawie codziennie to samo: posho, fasolę i kapustę) oraz zapewnić zaspokojenie innych podstawowych potrzeb. Dzienne finansowe zapotrzebowanie domu dziecka na zaspokojenie podstawowych potrzeb dla 34 osób to około 300 zł. Czyli około 9 zł na osobę. W to wchodzą trzy posiłki dziennie oraz środki czystości, nadwyżka poszłaby na buty i odzież. W chwili obecnej dom dziecka otrzymuje mniej niż 100 zł dziennie. Jak oni mają żyć za taką kwotę? Dobrze, że uprawiają swoje warzywa i mają kury (jajka) oraz krowy (mleko), bo inaczej byłoby im trudno przetrwać.
Mimo życia w tak skromnych warunkach te dzieci nie tracą radości życia, gdyż w innym wypadku byłyby bezdomne, a w tych okolicznościach mają zapewniony dach nad głową i chociaż jakieś jedzenie. Ostatnio widziałam dziecko odrabiające zadanie domowe na bębnie na dworze przy domu dziecka!!! Taki widok porusza serce i sprawia, że rodzi się jakiś bunt na to, że dzieci w naszym kraju mają wszystkiego pod dostatkiem, a te tutaj nie mają nawet stołu z krzesłem, że usiąść i odrobić zadanie. Pisałam kiedyś, że największą potrzebą Afryki jest edukacja. Jeśli dzieci nie mają nawet warunków do nauki (co ma miejsce w większości domów na ugandyjskich wioskach), to jakiego postępu oczekujemy od tego młodego pokolenia? Mimo bycia sierotami i mimo życia w takich skromnych warunkach „nasze dzieci” z domu dziecka mają nienajgorsze stopnie w szkole. Kiedyś modliliśmy się za dzieci w kościele i prawie każde dziecko, które podchodziło do ołtarza miało jedną intencję: „o mądrość i zdolność do nauki”. Tym bardziej ekscytuje mnie fakt, że w nowym domu te dzieci będą miały stoły i krzesła w swoich pokojach, a oprócz tego pokój lekcyjny z biblioteką, gdzie będą mogły odrabiać lekcje.
Obserwując życie codzienne Ugandyjczyków oraz sposób ich podejścia do pewnych spraw, niejednokrotnie jestem rozczarowana, gdyż brak wiedzy ogromnie ich ogranicza, nawet w prostych sprawach. Rzeczy, które nam by zajęły parę godzin – im zabierają cały dzień z powodu pewnego rodzaju ograniczenia umysłowego – niezdolności do kreatywnego rozwiązywania problemów. Pewnego dnia zostawiono stół w korytarzu organizacji na przejściu przy drzwiach. Każdy się potykał o ten stół, ale nikt nie wpadł na to, aby go nieco przesunąć! Ja to widziałam od samego początku, ale nic nie mówiłam, czekając kiedy się ktoś wpadnie na pomysł rozwiązania tego problemu. Przez kilka godzin nic się nie zmieniło! W końcu nie wytrzymałam i poprosiłam kogoś o przesunięcie tego stołu. Podobnie było z krzesłem innego dnia, które zostawiłam w taki sposób, że blokowało całkowite otwarcie drzwi do biura i przez pewien czas każdy się przeciskał, zamiast to krzesło ustawić w inny sposób. Dodam tylko, że Faith nie było wtedy w biurze. Ona, jako dyrektorka organizacji, jest absolutnie wyjątkowa pod każdym względem. Uważam też, że rozwój Afryki nastąpi poprzez darmowy dostęp do edukacji. W innej sytuacji, choćby i mnóstwo wolontariuszy tu przyjechało, tylko w małym stopniu przyczynimy się do rozwoju. Chodzi o to, aby to sami mieszkańcy Afryki poprzez edukację zostali mentalnie i umiejętnościowo wyposażeni do pobudzenia rozwoju swoich krajów.
W ubiegłą niedzielę poszłam do tego nowego budynku, aby zobaczyć jak się prace posuwają i spotkałam tam kilkoro dzieci z domu dziecka, debatujących jak ich nowy dom będzie wyglądać i co będzie w tym pomieszczeniu, gdzie rozmawiali, a stali w pokoju dziennym. Więc zaczęłam ich oprowadzać po tym domu i wyjaśniać, co gdzie będzie. Ich radość była niewypowiedziana. Kiedy wyszłam z budynku to się popłakałam, gdyż wydaje mi się to czymś tak wspaniałym, że moi przyjaciele, rodzina oraz osoby, których osobiście nie znam, są zaangażowani w dziele zapewnienia lepszych życiowych warunków tym dzieciom, lecz nie tylko do tego. Wierzę bowiem, że wraz z tym nowym, pięknym domem przyjdzie i nowa nadzieja co do ich lepszej przyszłości.
Ten nowy dom jest też dla mnie osobiście pewnego rodzaju cudem. Jeśli się bowiem otwierają nasze portfele, aby się dzielić z biednymi, jeśli porzucamy nasz lęk o „wystarczająco pieniędzy na jutro”, jeśli decydujemy się wyjść poza nasz naturalny sposób kalkulacji zysków i strat, czyż to nie jest cud?
Jestem również pod wrażeniem zaufania ludzi do mnie. Przecież niektórzy z Was mnie osobiście nie znają. Jak więc to się dzieje, że decydujecie się zaufać obcej osobie i przekazać swoje pieniądze? Bóg mi jest świadkiem, że każda przekazana przez Was złotówka pójdzie na cel realizacji projektu. Mam jakieś takie przekonanie w sercu, że przyjdzie nawet więcej niż 25 tys. na ten cel. Zastanawiałam się, co zrobię z tą nadwyżką. Mam już pomysł na pewien biznes dla domu dziecka, z którego profit pozwoliłby urozmaicić ich posiłki (jak wiecie jedzą prawie codziennie to samo: posho, fasolę i kapustę) oraz zapewnić zaspokojenie innych podstawowych potrzeb. Dzienne finansowe zapotrzebowanie domu dziecka na zaspokojenie podstawowych potrzeb dla 34 osób to około 300 zł. Czyli około 9 zł na osobę. W to wchodzą trzy posiłki dziennie oraz środki czystości, nadwyżka poszłaby na buty i odzież. W chwili obecnej dom dziecka otrzymuje mniej niż 100 zł dziennie. Jak oni mają żyć za taką kwotę? Dobrze, że uprawiają swoje warzywa i mają kury (jajka) oraz krowy (mleko), bo inaczej byłoby im trudno przetrwać.
Mimo życia w tak skromnych warunkach te dzieci nie tracą radości życia, gdyż w innym wypadku byłyby bezdomne, a w tych okolicznościach mają zapewniony dach nad głową i chociaż jakieś jedzenie. Ostatnio widziałam dziecko odrabiające zadanie domowe na bębnie na dworze przy domu dziecka!!! Taki widok porusza serce i sprawia, że rodzi się jakiś bunt na to, że dzieci w naszym kraju mają wszystkiego pod dostatkiem, a te tutaj nie mają nawet stołu z krzesłem, że usiąść i odrobić zadanie. Pisałam kiedyś, że największą potrzebą Afryki jest edukacja. Jeśli dzieci nie mają nawet warunków do nauki (co ma miejsce w większości domów na ugandyjskich wioskach), to jakiego postępu oczekujemy od tego młodego pokolenia? Mimo bycia sierotami i mimo życia w takich skromnych warunkach „nasze dzieci” z domu dziecka mają nienajgorsze stopnie w szkole. Kiedyś modliliśmy się za dzieci w kościele i prawie każde dziecko, które podchodziło do ołtarza miało jedną intencję: „o mądrość i zdolność do nauki”. Tym bardziej ekscytuje mnie fakt, że w nowym domu te dzieci będą miały stoły i krzesła w swoich pokojach, a oprócz tego pokój lekcyjny z biblioteką, gdzie będą mogły odrabiać lekcje.
Obserwując życie codzienne Ugandyjczyków oraz sposób ich podejścia do pewnych spraw, niejednokrotnie jestem rozczarowana, gdyż brak wiedzy ogromnie ich ogranicza, nawet w prostych sprawach. Rzeczy, które nam by zajęły parę godzin – im zabierają cały dzień z powodu pewnego rodzaju ograniczenia umysłowego – niezdolności do kreatywnego rozwiązywania problemów. Pewnego dnia zostawiono stół w korytarzu organizacji na przejściu przy drzwiach. Każdy się potykał o ten stół, ale nikt nie wpadł na to, aby go nieco przesunąć! Ja to widziałam od samego początku, ale nic nie mówiłam, czekając kiedy się ktoś wpadnie na pomysł rozwiązania tego problemu. Przez kilka godzin nic się nie zmieniło! W końcu nie wytrzymałam i poprosiłam kogoś o przesunięcie tego stołu. Podobnie było z krzesłem innego dnia, które zostawiłam w taki sposób, że blokowało całkowite otwarcie drzwi do biura i przez pewien czas każdy się przeciskał, zamiast to krzesło ustawić w inny sposób. Dodam tylko, że Faith nie było wtedy w biurze. Ona, jako dyrektorka organizacji, jest absolutnie wyjątkowa pod każdym względem. Uważam też, że rozwój Afryki nastąpi poprzez darmowy dostęp do edukacji. W innej sytuacji, choćby i mnóstwo wolontariuszy tu przyjechało, tylko w małym stopniu przyczynimy się do rozwoju. Chodzi o to, aby to sami mieszkańcy Afryki poprzez edukację zostali mentalnie i umiejętnościowo wyposażeni do pobudzenia rozwoju swoich krajów.
Dziękuję wszystkim, którzy przyłączają się do grona osób wspierających projekt wykończenia nowego domu dziecka. Dziękuję za Waszą wrażliwość na potrzeby biednych i za Wasze zaufanie. Są organizacje charytatywne, które biorą dla siebie 10% każdych niezdeklarowanych pieniędzy i ponoć jest to akceptowalne. Ja jednak nigdy bym tego nie zrobiła. Nie potrzebuję niczyich pieniędzy oprócz moich własnych. Choć nie mam ich zbyt wiele, to mam wystarczająco. Najważniejszą moją potrzebą są pieniądze na paliwo do generatora, aby mieć dostęp do Internetu. Chwała Bogu, bo do grudnia nie muszę się martwić, czy mi na to wystarczy, gdyż ostatnio troje moich przyjaciół przysłało na moje potrzeby do Ugandy!
Często nie dosypiam i czasem niedojadam, ale satysfakcja z pracy misyjnej wynagradza mi każde poświęcenie i trud. To doświadczenie pobudza mnie do cieszenia się małymi rzeczami i daje mi większą wrażliwość na potrzeby ludzi wokół mnie. Dziękuję Wam, że chcecie być częścią mojej „przygody” poprzez czytanie mojego bloga i wspieranie projektu nowego domu dziecka.
Często nie dosypiam i czasem niedojadam, ale satysfakcja z pracy misyjnej wynagradza mi każde poświęcenie i trud. To doświadczenie pobudza mnie do cieszenia się małymi rzeczami i daje mi większą wrażliwość na potrzeby ludzi wokół mnie. Dziękuję Wam, że chcecie być częścią mojej „przygody” poprzez czytanie mojego bloga i wspieranie projektu nowego domu dziecka.
.jpg)