Wróciłam do Polski na początku lutego, ale nie miałam kiedy nawet krótkiego posta napisać, gdyż wiele się działo. Na początku oczywiście oswajałam się z ojczyzną i zdobyczami cywilizacji. Nie mogłam sie wręcz nacieszyć elektrycznością i bierzącą wodą, nie mówiąc już o wannie :) Potem zaczęłam się czuć dziwnie źle i po paru dniach okazało się, że mam nawrót malarii. Na szczęście miałam dobre leki, które przywiozłam z Ugandy. Tak więc po dwóch tygodniach doszłam do siebie. Po koniec lutego przeniosłam się do Poznania, gdzie długo szukałam mieszkania i w końcu je szczęśliwie znalazłam. Zaczęłam też pracować - już za pieniądze :) Mój czas wolontariatu już się bowiem skończył.Będę go wspominać jako najlepszą życiową przygodę i mam nadzieję wrócić do moich ugandyjskich przyjaciół jeszcze w tym roku. Udało nam się uzbierać znów kilka tysięcy złotych, które wysłaliśmy do „Bringing Hope” przed świętami wielkanocnymi. Było to w samą porę, gdyż jak mi Faith (dyrektorka organizacji) powiedziała, właściwie skończył się zapas jedzenia w domu dziecka i nie wiadomo było skąd wziąć na ten cel pieniądze.
W czasie prowadzenia projektu „Nowy Dom Dziecka – Nowa Nadzieja” marzyłam o tym, aby udało się uzbierać planowane 25 tys. zł na zakupienie potrzebnych rzeczy dla nowego domu dziecka. Kiedy więc przyszła znacznie większa kwota byłam oszomiona. Cieszyłam się, że nawet ludzie, którzy mnie osobiście nie znali, zdecydowali się mi zaufać i przesłać swoje pieniądze, aby wspomóc ugandyjskie sieroty. W czasie trzech miesięcy przyszło około 55.000 zł, z czego mogliśmy zrobić wiele dobrego w tamtym miejscu. Za te pieniądze zostały kupione meble do domu dziecka oraz inne potrzebne artykuły, materace, pościel, naczynia, itp. Została zamontowana też bateria słoneczna wraz z alarmem, zbudowany plac zabaw, została kupiona ziemia pod uprawę, postawiony mały kurnik, zbudowana nowa kuchnia, założony warsztat ślusarski, którego dochód ma być przeznaczany na potrzeby sierot w domu dziecka. Zostały też wstawione szyby w okna, zbudowane prysznice (czyli pomieszczenia, gdzie się bierze miskę z wodą, aby się umyć) i toalety oraz zaczęte zostało tynkowanie zewnętrzne. Został też zapłacony dług ok. 2500zł za czesne szkolne dzieci. Kupiliśmy również dwumiesięczny zapas jedzenia dla domu dziecka. Poza projektem przyszło też 4500 zł na prezenty swiąteczne dla 84 dzieci oraz na budowę glinianego domu dla wdowy z osmiorgiem dzieci. Piszę te szczegóły, gdyż jestem pod wrażeniem tego, co razem dokonaliśmy.
Wiem, że wielu z Was jest zainteresowanych, czy w końcu otworzyliśmy nowy dom dziecka.W srodę 30 stycznia po południu uroczyście otworzylismy nowy dom dziecka! Na zdjęciu widzicie dzieci przecinające wstęgę. Jeszcze raz dziękuje za to, ze daliście się namówić do tego, aby razem zrobić coś wielkiego dla sierot w Ugandzie! Ten dom bedzie stale przypominał im o Waszej wielkodusznosci oraz o tym, że są ludzie (biali), którym zależy na nich. Dla tych sierot ten dom wyraża Wasze współczucie oraz troskę.
Poniżej umieszczam informację o moich kolejnych dwóch projektach. Fakt, że jestem już w Polsce wcale nie oznacza, że zakończył się mój czas pomocy ugandyjskim sierotom. Zachęcam Was do włączenia się w te projekty. Proszę o kontakt na maila w tej sprawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz